Książka , “O teorii ewolucji i zmianie klimatu - Dwa eseje na ważne tematy”. jest już do nabycia w portalu wydawnictwa MyBook mybook.pl. Wbrew nazwie, wydawnictwo jest polskie (wydaje też książki po angielsku). Portal ma wersję polsko- i angielsko-języczną; zakup wymaga nieskomplikowanego zarejestrowania się. Można tam też nabyć moją pierwszą książkę, “O przyjemności bycia człowiekiem”. Zapraszam do lektury.
************
W tym artykule pragnę przedstawić najbardziej istotne aspekty systemu pieniężnego, opartego na złocie (lub innych kruszcach, wśród których złoto ma niezaprzeczalnie pierwszą pozycję). Można tu wyróżnić trzy grupy zagadnień:
1) Dlaczego złoto jest tak atrakcyjnym, oraz sensownym nośnikiem wartości
2) Jak działa w praktyce system wymienialnego pieniądza
3) Argumenty, mniej lub bardziej zasadne, przeciwko standardowi złota.
Rządy, niezależnie od wyznawanej oficjalnie ideologii, są zwykle niechętnie nastawione do złota jako nośnika wartości – złoto było konfiskowane zarówno w Stanach Zjednoczonych
(decyzja Roosevelta z 1933 r.), jak i w Związku Radzieckim (bez porównania bardziej brutalnie)… Trudno się temu dziwić. Złoto, czy też jego rynkowa wartość, jest czynnikiem nie podlegającym kontroli rządu – a rządy zwykle mają nieprzychylne nastawienie do rzeczy od nich niezależnych. Dla cynika, taka postawa rządów jest najlepszym dowodem na to, że musi być coś wysoce sensownego w standardzie złota. Ale jest jeszcze wiele innych, bardziej konkretnych argumentów.
Pragnę zrobić tutaj parę zastrzeżeń. Po pierwsze, nie jestem ekonomistą, więc moja analiza jest bardziej zdroworozsądkowa niż techniczna, choć posługuję się także szczegółowymi danymi. Po drugie, złoto nie jest ani lekarstwem na wszelkie gospodarcze problemy, ani też system wymienialnego pieniądza nie chroni przed wszystkimi możliwymi zagrożeniami – ale jest to przyrodnicza niemożliwość, aby się uchronić od wszystkiego. Wymienialny pieniądz nie obroni społeczeństwa przed zamachem stanu, dyktaturą, i samowolą rządu – ale znacznie taką samowolę utrudnia, i choćby z tego względu jest korzystny. Daje przy tym obywatelom znakomitą i zupełnie apolityczną metodę nacisku na rząd – a każdy rząd potrzebuje dyscyplinującego czynnika, nawet gdy składa się z mężów stanu o świetlanych charakterach i czystych intencjach. Jak wiadomo, dno piekła jest wybrukowane dobrymi chęciami… Po tych zastrzeżeniach, czas na konkrety.
Ad 1). Dlaczego złoto jest atrakcyjnym i sensownym nośnikiem wartości?
Ponieważ jest rzeczą rzadką i trudną do uzyskania; ponieważ ma niezmiernie wiele zastosowań, i bywa nieodzowne lub bardzo trudne do zastąpienia; ponieważ jest praktycznie niezniszczalne; ponieważ jest ciężkie, więc dostarcza dużej wartości na jednostkę objętości; i z wielu innych podobnych względów.
Złoto występuje niekiedy w przyrodzie w czystej lub prawie czystej postaci (złoty piasek i nuggety), ale wymaga pracochłonnych i czasochłonnych poszukiwań; jeżeli jest w postaci piasku lub drobnych ziaren, potrzeba sporo pracy, aby je oddzielić od podłoża. Większość złota jest natomiast pozyskiwana z kopalń, przez przeróbkę rudy zawierającej co najmniej 1 część złota na milion (ang. ppm, part per milion). Te kopalnie są niezmiernie kapitałochłonne, kłopotliwe w zarządzaniu, często ulokowane w trudno dostępnych miejscach; przy produkcji złota powstaję też ogromna ilość wysoce toksycznych odpadów, stanowiących spore zagrożenie dla środowiska. Z tych względów produkcja i podaż złota ma wiele naturalnych barier, przyrodniczych, kapitałowych, oraz organizacyjnych. Złoto jest więc cenne, ponieważ jest rzadkie i trudno dostępne; nie grozi mu nagła utrata wartości na skutek nagłego wzrostu podaży. Rocznie produkuje się go około dwóch i pół tysiąca ton; potrzeba co najmniej 6-12 miesięcy, aby przemysł wydobywczy mógł zareagować na zwiększony popyt zwiększeniem produkcji. Z drugiej strony, nie jest trudno zwiększyć wydobycie, jeżeli wzrost popytu powoduje wzrost ceny złota; eksploatacja złóż zawierających mniej niż 5-10 ppm jest zwykle mało opłacalna w warunkach równowagi rynkowej, ale staje się opłacalna przy zwyżce cen.

Złoto ma niezmiernie wiele zastosowań. Większość złota jest zużywana przez przemysł (katalizatory), elektronikę, medycynę i dentystykę; pozostałość jest przetwarzana na biżuterię i złote wyroby, oraz tezauryzowana (od greckiego tezauros – skarb). Przemysł elektroniczny wykorzystuje złoto jako doskonały przewodnik, odporny na utlenienie i wszystkie substancje chemiczne oprócz kwasów chlorowych i azotowych, cyjanku sodu lub potasu, oraz rtęci (w której złoto się rozpuszcza). Złoto jest najbardziej ciągliwym i kowalnym metalem; daje się wyciągnąć w bardzo cienkie nici, oraz rozklepać na folię o grubości mierzonej liczbą atomów. Łatwo zrobić z niego użytek w formie koloidalnej (zawiesiny mikroskopijnych cząstek); ponieważ jest plastyczne, dostosowuje się kształtem do działających sił, co bywa własnością nie do zastąpienia; ma wiele zastosowań medycznych (np. działa przeciwzapalnie). Złoto jest więc niezmiernie użyteczne.
Złoto jest praktycznie niezniszczalne – wytrzymuje bez szwanku pożary, wilgoć, czy zakopanie w ziemi. W temperaturze 1000 stopni Celsjusza się topi, co zresztą nie zmniejsza jego ilości, zmieniając jedynie formę (co może mieć oczywiście negatywny wpływ na wyroby jubilerskie). Można je rozpuścić w mieszaninie kwasów (wodzie królewskiej) bądź w rtęci, ale trudno w ten sposób zniszczyć złoto w postaci sztab, które trzeba by było najpierw zetrzeć na wióry. Aby spowodować utratę wartości przez większą ilość złota w postaci solidnych bloków, trzeba zainwestować (?) ogromną ilość wysiłku, materiału, i czasu.
Złoto jest ciężkie – ponad 19 razy cięższe od wody. Nawet jeden centymetr sześcienny złota to spora sumka, która po upłynnieniu pozwoli się wyżywić przez parę miesięcy – a niewielką objętość kruszcu można schować wszędzie, także wewnątrz swojego ciała. To jest, oczywiście, sytuacja krańcowa; sedno w tym, że nie jest trudno znaleźć dobrą kryjówkę (nie jest też trudno zapomnieć, gdzie ta kryjówka jest, ale to już inna sprawa; w życiu nie ma idealnych i absolutnie pewnych rozwiązań).
Istnieje wiele wartościowych, rzadkich, i trudno dostępnych substancji i minerałów, ale żaden artykuł nie łączy w sobie tylu atrakcyjnych przymiotów, co złoto. Diamenty są cenne, ale palne, kruche i mało przydatne (jako kamienie większych rozmiarów) do czegokolwiek oprócz biżuterii. Piasek diamentowy jest niezwykle użyteczny w przemyśle, ale techniczne diamenty można wytwarzać sztucznie. Platyna jest równie cenna i odporna jak złoto, ale ma znacznie mniej zastosowań. Srebro jest cenne i wykorzystywane w technice, elektronice, oraz jubilerstwie i gospodarstwie domowym (srebrne naczynia i sztućce hamują rozwój patogenicznych bakterii, ładnie wyglądają, i się nie tłuką), ale jest lżejsze i znacznie tańsze od złota, oraz czernieje. Banknoty mogą mieć ogromną wartość nominalną na jednostkę objętości i wagi – ale nie mają wartości samoistnej (prócz tego, że można nimi palić w piecu); są niezmiernie wrażliwe na ogień, wilgoć, i drobnoustroje.
Tak więc złoto góruje nad innymi nośnikami wartości, ponieważ jest jednocześnie niezmiernie cenne, ciężkie, użyteczne, i trwałe – i nie bez powodu było tak powszechnie wykorzystywane jako podstawa solidnych systemów monetarnych.
Ad 2). Jak działa system pieniądza wymienialnego na złoto?
Według dość powszechnego i mylnego poglądu, złoto miałoby dostarczać materialnej podstawy dla całości pieniądza będącego w obiegu. Taka sytuacja istniała, gdy rolę pieniądza spełniały monety bite ze złota (czy innego kruszcu), ale jest to mało praktyczne, niepotrzebne, a w dzisiejszych czasach w zasadzie niemożliwe, z uwagi na aktywność gospodarczą społeczeństw uprzemysłowionych, i potrzebną szybkość obrotu pieniądza. W systemie waluty wymienialnej, złoto nie jest równowartością całej masy pieniądza, tylko jej drobną częścią, wymuszającą zachowanie wartości przez papierowy pieniądz. Jest to dyscyplinujący czynnik, powstrzymujący rząd przed drukowaniem nadmiernej ilości banknotów.
W jaki sposób? Obywatele, organizacje, i wszelkie inne osoby prawne mają nieskrępowaną możność wymiany banknotów na złoto – w formie fizycznej, lub rządowych i bankowych certyfikatów, wyłączających określoną ilość złota z obiegu. W warunkach równowagi, niewiele osób zaprząta sobie uwagę złotem; po pierwsze, mało kto ma dość pieniędzy, aby je lokować w złocie, po drugie – tak przechowywany majątek jest nieczynny. Nie przynosi dochodu ani oprocentowania; nie da się zainwestować; w normalnych warunkach tezauryzacja nie ma więc większego sensu. Jeśli złoto jest tezauryzowane, to w niewielkiej ilości, nie wpływając znacząco na podaż i popyt. Ale kiedy rząd dostaje ataku manii czy hiperaktywności ekonomicznej, lub zaczyna sobie ułatwiać życie, pokrywając wydatki przez drukowanie pieniędzy (mamy tu na myśli drukowanie większej ilości banknotów, niż potrzebna na wymianę zużytych, oraz powiększenie masy pieniądza z uwagi na rzeczywisty wzrost gospodarczy), w obiegu pojawia się więcej pieniędzy, zmieniających ręce z coraz większą szybkością. Zwykle będzie temu towarzyszyć wzrost cen, rozdęty kredyt, oraz niedobory towarów, pokazując jasno, że pieniądz traci wartość. Aby uchronić swoje oszczędności przed zniszczeniem, obywatele zaczynają wtedy zamieniać banknoty na złoto – a to ma swoje skutki i konsekwencje. Gwałtownie rośnie popyt na złoto i jego wolnorynkowa cena - a rząd musi przyjąć od każdego chętnego banknoty i wymienić je na złoto po cenie ustawowej (bezpośrednio, lub poprzez system bankowy). Tak więc, rządowe zapasy złota ulegają uszczupleniu; nawet gdy rząd nie jest prawnie zobligowany do utrzymywania minimum rezerwy złota, w miarę narastania popytu na kruszec, wcześniej czy później rząd musi podjąć kroki zaradcze – jeżeli pragnie zachować wypłacalność.
Załączony wykres dobrze ilustruje zależność ceny złota od nastrojów, i niewielką zależność od podaży.
W latach 1998-2001 cena złota (czerwona linia) minimalnie spadła, przy minimalnie większej produkcji (niebieskie bloki). Pomiędzy 2001 a 2003 cena wzrastała raptownie przy praktycznie niezmiennej produkcji, oraz rosła nadal do roku 2005, kiedy produkcja spadła; natomiast cena wzrosła stratosferycznie po roku 2005, gdy produkcja była niezmienna. Ten ostatni skok ceny złota odbył się w warunkach narastającego kryzysu finansowego, i był w dużej mierze spowodowany gwałtownym wzrostem popytu na złoto tezauryzacyjne…
Rząd może zrobić dwie rzeczy dla przywrócenia równowagi. Może wycofać z obiegu nadmiar banknotów (oraz ich elektronicznych odpowiedników), zmniejszając szybkość obrotu papierowego pieniądza i przywracając zgodność jego nominalnej wartości w złocie z wartością postrzeganą społecznie. Jeśli tego nie zrobi, to musi oficjalnie zdewaluować pieniądz, czyli zmniejszyć jego wartość w złocie. Pierwszy krok hamuje rozwój „bąbla” niezdrowej aktywności gospodarczej i przywraca równowagę monetarną; ponieważ w obiegu jest mniej banknotów, trudniej jest nagromadzić ich nadwyżkę (w stosunku do bieżącej konsumpcji), aby kupić złote sztaby, więc ludzie przestają kupować złoto, lub nawet muszą się wyzbyć części swoich zapasów kruszcu. Drugi krok jest oficjalnym przyznaniem się, że wydrukowano za dużo banknotów – oraz pozwala na precyzyjne zmierzenie stopnia inflacji, bez nużących i pogmatwanych dyskusji o poziomie życia i konsumpcji, i obliczeń statystycznych opartych o niepewne dane. Dla osób niezamożnych, nie posiadających dostatecznej ilości gotówki, aby zawczasu nabyć złoto, bądź żyjących z miesiąca na miesiąc, dewaluacja może oznaczać drastyczny spadek poziomu życia – ale podobnie by się działo przy niekontrolowanej inflacji, tyle że wtedy również zamożniejsi ludzie mieliby problemy finansowe. Dodatnią stroną dewaluacji jest natomiast utrzymanie równowagi cen, ponieważ producenci i sprzedawcy muszą je dostosować do możliwości nabywczych potencjalnych klientów. Mówiąc w skrócie, rząd musi albo się poprawić, albo przyznać, że narozrabiał, ponosząc polityczne konsekwencje. Społeczeństwo i polityczne ugrupowania mają czas i sposobność na zareagowanie – co jest niewykonalne w inflacyjnym chaosie. Bez dyscypliny standardu złota, rząd jest bezkarny. Dolar USA utracił 95% wartości od czasu utworzenia Rezerwy Federalnej, ale lwia część spadku jego wartości dokonała się po przerwaniu wymienialności na złoto w 1971, a zwłaszcza pomiędzy 1971 a 1981, jak pokazuje załączony wykres (siła nabywcza pokazana przez obrzynek banknotu, ilość w obiegu zaznaczona czerwoną linią) 
Wymienialność pieniądza ma praktyczny sens, gdy w państwie zachowane są minimalne wymogi demokratyczne; gdy istnieją niezakłamane statystyki, minimalne standardy sprawozdawczości, oraz wolności prasowej. Te aspekty muszą mieć realny wymiar, nie tylko teoretyczny i pokazowy, tak jak obecnie w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie całkowita korupcja i degrengolada systemu politycznego doprowadziła do politycznego bezwładu i społecznego ubezwłasnowolnienia. Nixon nie mógłby znieść wymienialności dolara, gdyby amerykańskie społeczeństwo miało rzeczywistą reprezentację polityczną, i ustawodawców mających na uwadze interes społeczny (wtedy zresztą nie byłoby kryzysu finansowego, ponieważ USA nie prowadziłyby absurdalnych i agresywnych wojen, i nie utrzymywałyby globalnego imperium). Nie ma więc większego sensu twierdzenie, że wymienialny pieniądz „nie działa”, ponieważ nie może on działać w próżni. Jest to system, który wymaga politycznej dojrzałości od społeczeństwa, aby przynieść wszystkie swoje potencjalne zalety. Niewiele pomoże próba jego wprowadzenia w państwie, w którym wiarołomny rząd może znienacka zakończyć wymienialność, skonfiskować złoto, wprowadzić stan wyjątkowy, zawiesić konstytucję, itp. Ale w takim państwie ludzie mają zwykle większe problemy, niż wymienialność pieniądza…Jeżeli natomiast rząd jest zależny politycznie od społeczeństwa, to nie może uniknąć konsekwencji nierozważnej gospodarki finansowej, ani ukryć jej skutków. W takich warunkach, wymienialność pieniądza wymusza dyscyplinę samoczynnie; nie wymaga zebrań, posiedzeń, decyzji partyjnych gremiów, czy specjalnych rozporządzeń; wymaga jedynie wolnorynkowego obrotu złotem.
Przydatną analogią wymienialności pieniądza może być fizyczne zjawisko parowania cieczy. Niezależnie od pojemności zbiornika, ilość wyparowanej wody jest zależna od pola powierzchni; odkryta beczka pełna wody wyparowuje tyle samo wody na jednostkę czasu, ile pełen po brzegi talerz o średnicy równej średnicy denka (zakładając, że temperatura powierzchniowej warstwy jest podobna). Niezależnie od całkowitej ilości pieniądza w obrotach gospodarczych, ilość pieniędzy wymienianych na złoto jest samo ograniczona przez brak zapotrzebowania na złoto, które jest nieczynne pod względem ekonomicznym. Ale możliwość wymiany daje społeczeństwu sposób obrony przed łaskawością i dobrymi chęciami rządu, pragnącemu zrobić wszystkim dobrze, przy pomocy drukowania pieniędzy. W braku takiej możliwości, rząd musi albo powściągnąć swoją wielkoduszność (przejawianą na koszt społeczeństwa), albo zdobyć się na wysiłek organizacyjny i ułatwić ludziom życie i aktywność gospodarczą.
Aby móc mieć pożytek z wymienialnego pieniądza, społeczeństwo musi oczywiście rozumieć, że nie można mieć czegokolwiek za darmo; że nie da się rozwiązać społecznych potrzeb i problemów drukowaniem pieniędzy. Nie jest to tak zawiłe, aby ludzie tego nie mogli pojąć; prawo Kopernika-Greshama, wypierania lepszej monety przez gorszą, pokazuje jak dobrze rozumiane było zjawisko psucia pieniądza, na długo wcześniej niż pojawiła się powszechna oświata i wyrafinowane ekonomiczne teorie. Zwykli ludzie mają często więcej zdrowego rozsądku od polityków, dopóki nie zostaną zbałamuceni i odurzeni demagogicznymi hasłami i nie dadzą się nabrać na szukanie kozłów ofiarnych.
Jak wyglądałaby światowa gospodarka, gdyby rząd USA, rękami Nixona w 1971 roku, nie pozbył się hamulca wymienialności dolara?
Ameryka, Wielka Brytania, i wiele innych krajów nie tonęłyby w długach. Obroty bankowe nie byłyby zatrute i zablokowane przez nominalnie warte tysiące miliardów toksyczne papiery (bez)wartościowe. Puszcza tropikalna Amazonii, Afryki, Oceanii, nie byłaby bezpardonowo wycinana; Chiny nie byłyby zatrute przemysłowymi odpadami. Dlaczego nie? Handel międzynarodowy, oparty na wymienialnym pieniądzu, nie może być jednostronny. Gdyby Ameryka pragnęła importować tanie wyroby chińskie, zamiast zatrudniać amerykańskich robotników do ich wyrobu, musiałaby sprzedać Chinom równowartość w swoich produktach i usługach – albo wyzbywać się swoich zasobów złota. Mogłaby, oczywiście, płacić za import drukowanymi dolarami – ale wcześniej czy później, posiadacze tych dolarów (Chiny, bądź inne państwa od których Chiny by coś kupiły, płacąc dolarami) odczuliby nadmiar tej waluty, i poprosili Amerykę o wymianę ich papierowych zasobów na złoto. Tak się działo dość często, do 1971 roku; państwa, nie pozostające w stanie zależności bądź uległości wobec USA, wymieniały dolary na złoto; przodowała w tym Francja, regularnie dokonując fizycznego transferu złota z Ameryki do swoich banków.
Złoto byłoby cennym artykułem, ale nieprzesadnie cennym. Państwa produkujące złoto miałyby niewielki przywilej, mogąc płacić złotem za import, ale nie mogłyby tego nadużywać, z paru względów. Po pierwsze, jak wspomniałem powyżej, produkcja złota jest trudnym i pracochłonnym przedsięwzięciem, i nie da się jej łatwo powiększyć; po drugie, nawet gdyby się dało, to przy znacznie zwiększonej podaży cena złota zaczęłaby spadać. Państwa systematycznie płacące złotem za importowane towary i usługi równie systematycznie zmniejszałyby jego siłę nabywczą – co zresztą nikomu by nie wyrządzało specjalnej krzywdy. Po prostu, więcej osób fundowałoby sobie złotą biżuterię lub ozdoby – i powiększona konsumpcja złota przywracałaby równowagę pomiędzy podażą a popytem. Złoto nie jest artykułem pierwszej potrzeby, więc popyt na nie jest niezmiernie elastyczny.
Wymiana handlowa mogłaby w dalszym ciągu być niesłychanie krzywdząca dla krajów nieuprzemysłowionych – pod warunkiem utrzymania systemu kolonialnego. Ten system umożliwiał państwom imperialnym pozyskiwanie surowców z ich kolonii, praktycznie za bezcen. System kolonialny załamał się jednak jeszcze przed zlikwidowaniem wymienialności dolara, pod naciskiem aspiracji niepodległościowych. Możliwa byłaby też eksploatacja społeczeństw rządzonych przez dyktatury, korzystające z pracy niewolniczej, przymusowej, lub źle opłacanej w warunkach braku swobód politycznych – ale to byłaby wtedy kwestia decyzji państw zamożnych, czy mają chęć na otwarte wspieranie dyktatur. Pragnę tu zastrzec po raz kolejny – złoto nie jest magicznym lekarstwem na społeczne niedomagania. Wymusza jedynie szczerość – a od ludzi zależy, czy będą chcieli zrobić z tej szczerości użytek.
Dlaczego Chiny nie byłyby zatrute? Ponieważ rozwój gospodarczy odbywałby się stopniowo i powoli. Oczywiście, chiński rząd mógłby się nie przejmować ochroną środowiska (i ludzkiego życia i zdrowia), ale przynajmniej tempo wzrostu zatrucia byłoby niewielkie. Chińskie społeczeństwo otrzymywałoby poza tym coś wartościowego za swój wysiłek potrzebny do produkcji eksportowej – z Ameryki przychodziłaby żywność, samochody, komputery… Zamiast gromadzić zielone papierki, Chińczycy powiększaliby swój stan posiadania. Odbywałoby się to powoli i stopniowo, dając społeczności czas na przystosowanie się do zmian, bez masowych migracji, wykorzenienia, rozbicia więzi społecznych. Uniemożliwiłoby też amerykańskim korporacjom masową migrację do Chin (bądź gdzie indziej) w poszukiwaniu nisko płatnej siły roboczej. Aby móc importować towary, Ameryka musiałaby zarazem eksportować coś poszukiwanego albo w Chinach, albo u partnerów handlowych Chin.
Ad 3). Argumenty przeciwko wymienialności pieniądza.
Jeden częsty argument, omówiony powyżej, opiera się na błędnym przekonaniu, że potrzebna jest do tego ogromna ilość złota, ale waluta oparta na złocie wymaga nieprzesadnie dużej ilości kruszcu do funkcjonowania. Inne częste zastrzeżenie dotyczy możliwości nagłej zmiany wartości złota – na przykład, dzięki odkryciu wyjątkowo bogatych złoży. Ten argument nie bierze pod uwagę nakładu pracy i potrzeb kapitałowych produkcji złota – a co więcej, nie uwzględnia specyficznej dla złota relacji pomiędzy ceną, podażą, a popytem. Głównym czynnikiem popytu na złoto tezauryzacyjne (czyli nie na użytek przemysłowy, medyczny, itp.) są nastroje społeczne, niezależne od podaży. Cena złota rośnie gwałtownie, gdy ludzie szukają w nim ratunku przed utratą wartości drukowanego pieniądza; ta cena natomiast nie maleje zbytnio, gdy rośnie podaż, gdyż spadek cen złota powoduje zwiększone zainteresowanie złotą biżuterią i innymi wyrobami. Można doskonale żyć bez złota, ale przy spadku jego ceny rośnie liczba nabywców i użytkowników złota, oraz rośnie liczba osób, które stać na kupno niedużej sztabki „na czarną godzinę”.
Dyscyplina wymienialnej waluty pozbawia rząd możliwości regulowania aktywności gospodarczej. Absolutna prawda – i bardzo dobrze! Rządy mogą wpływać na gospodarkę, nawet opartą na złotej walucie – ale nie mogą wykorzystywać do tego mechanizmów inflacyjnych. Rząd nie może więc grać roli szczodrego wujka, rozdającego hojnie prezenty; musi zdobyć się na wysiłek intelektualny i organizacyjny, potrzebne do stworzenia inteligentnego i sensownego planu działania; musi przekonać do niego społeczność; musi zainwestować złoto, albo znaleźć inwestorów. To zagadnienie wychodzi poza ramy tematu, ale jest absolutnym nonsensem sytuacja, gdy rząd (czy bank centralny) manipuluje stopami procentowymi. Efekty są doskonale widoczne obecnie w USA i Wielkiej Brytanii, których trudności w dużej mierze są spowodowane manipulacją pieniądza i kredytu, których cena powinna być ustalana przez wolny rynek.
Niektórzy sądzą, że waluta oparta na złocie powoduje drożyznę – ale jest akurat na odwrót. Solidny pieniądz może jedynie powiększać wartość wobec złota, jeśli złota przybywa szybciej niż pieniądza – a to powoduje spadek cen. Do tego spadku przyczynia się także postęp techniczny i rosnąca wydajność pracy; przeciwwagą dla nich są malejące zasoby naturalne i inne trudno- lub wcale nie-pomnażalne czynniki.
Podsumowując: system pieniężny oparty na złocie jest przewidywalny, stabilny, zachęca do oszczędności, chroni pieniądz przed spadkiem wartości (oraz umożliwia obronę przed tym zjawiskiem), utrudnia pośpieszne i oderwane od społecznych aspiracji i potrzeb działania gospodarcze; chroni stanowiska pracy; wymusza na rządzie dyscyplinę finansową; dostarcza uniwersalnego miernika wartości, niezależnego od politycznych machinacji. To wszystko wymaga, oczywiście, wolnej prasy i swobodnej wymiany myśli, wolności politycznej i związkowej. Niewykluczone, że taki system spowalnia rozwój techniczny – ale nawet jeśli tak jest, to jest to opłacalne dla społeczeństwa, mogącego się dostosować w sensownym rytmie do tempa przemian technologicznych.
A inflacyjny system rozwoju gospodarczego? Obniża wartość pieniądza; niszczy oszczędności; wprowadza niepewność i niestabilność; uniemożliwia racjonalne planowanie; niszczy jakość, premiując tandetę; pozwala rządowi na szaleństwa finansowe, maskowane rozdętym kredytem; pozbawia wyroby i usługi skali porównawczej i punktu odniesienia, uzależniając wartość pieniądza od decyzji politycznych; potęguje spekulacyjne „bąble”; przynosi nieubłagany wzrost cen, gdy rosnąca masa pieniądza szuka czegoś do nabycia; prowadzi do marnotrawstwa i nadmiernej konsumpcji; tworzy iluzję dobrobytu.
Czas na coś lepszego.
Witold Ferens
Moscow, Idaho, USA
14 marca 2009.
P.S. Dzięki ofiarnej pomocy, zdołałem w końcu uzyskać minimalną zdolność instalowania obrazków. Wciąż nie mogę sprawić, aby pokazywały się jako obrazki, a nie jedynie podpis, ale przynajmniej jest postęp. Pracuję nad tym dalej.